bazyliszek

Posted on

Puf!

Ale to był huk. Na chwilę świat zaczął się wolniej kręcić. Kątem oka zauważyłam, że coś się wydarzyło na ziemi w okolicy wózka, w którym siedziała moja Najmłodsza. 

Petarda – przemknęło mi przez głowę, wciąż mocno przestraszoną.

 Rozejrzałam się wokół. Pani, która prowadziła rower kilka metrów przede mną, odwróciła się i spojrzała na mnie. Zerknęłam w bok. Po chodniku szedł może ośmioletni chłopiec, patrzył w niebo z rozdziawioną buzią. Jego Dziadek mówił coś do niego przytłumionym głosem. 

Co za bachor – pomyślałam w oburzeniu. I zgromiłam go wzrokiem. Jego Dziadek podchwycił moje spojrzenie i zapytał ostrym tonem: “a to pani myśli, że to my?”

“no nie wiem właśnie” – odburknęłam i oddaliłam się w kierunku domu.

Przeszłyśmy kilka kroków. Kapeć. Flak w oponie. Zeszło powietrze.

Przewinął mi się w głowie film w rekordowym tempie.

Huk – to było pęknięcie dętki, mojej dętki w moim wózku.

A potem ja. Trenerka komunikacji empatycznej. Mediatorka. Porozumiewam się bez przemocy. Bazyliszek we własnej osobie. Zabijam wzrokiem. Serdecznie zapraszam do kontaktu.

Wstyd mnie zalał. Z nim poradziłam sobie akurat wtedy szybko. Uff – nie nakrzyczałam, nie narobiłam rabanu, skasowałam spojrzeniem zachowując resztki przytomności umysłu, że to wcale nie musiał na 100 % być ten chłopiec i wymyślona przeze mnie petarda. Jakaś część mnie chciała gonić Pana Dziadka – i tłumaczyć, przepraszać, ale uznałam, że szkoda dla nich chyba jednak niewielka. Do supermocy warszawskiego smoka trochę mi jeszcze brakuje.

Ale co się właściwie stało? Bazyliszek był gadem. Zatem gadzia część mojego mózgu przejęła kontrolę nad ssaczą. Przestraszyłam się hałasu, i jak każda chyba matka (kobry i krokodyle opiekują się potomstwem, sprawdziłam w google) – chciałam ochronić moje dzieci. Reagowałam zatem zamrożeniem (świat spowolnił na miliskendy), i … atakiem (ocena w myśli, spojrzenie). Odcięłam (nieświadomie, rzecz jasna) kontakt z płatami czołowymi, gdzie mają swoje miejsce neurony lustrzane odpowiedzialne za empatię i czytanie intencji z którą drugi człowiek działa. Analizowałam dość agresywnie, że chłopiec, który najpewniej szukał na niebie fajerwerków czy innego źródła hałasu, patrzy się w chmury z takim “fiu fiu, to nie ja, to nie ja”. Szept Pana Dziadka (pewnie uspokajał wnuka) usłyszałam (w swojej głowie) jako: “co ty zrobiłeś, udawaj, że to nie ty.” A tyle razy powtarzam o podstawowym rozróżnieniu w Porozumieniu bez Przemocy: obserwacja czy interpretacja. Fakty czy ocena. Face palm w tym miejscu.

Ta mini anegdotka nauczyła mnie wiele. Na takim w miarę komfortowym kawałku, jakby w zwolnionym tempie, zobaczyłam jak działam w zagrożeniu. Atakuję, interpretuję, dopisuję intencję. Gromię wzrokiem. I jestem przekonana, że przenosi się to na wiele moich sytuacji życiowych, gdzie pełno sprzeczek, konfliktów, stresu, pośpiechu, codzienności. 

A Ty? Bywasz Bazyliszkiem?   

Grafika mitoslavia.blogspot.com

#empatia #nvc #porozumieniebezprzemocy #bazyliszek #neuronylustrzane

  • Udostępnij
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Jeśli masz ochotę, zostaw komentarz :-)x
()
x