Wróciłam do miasta.
Z urlopu. Niektórzy poszli od razu do full time job w biurze czy zdalnie, ja wróciłam przede wszystkim jako mama troszcząca się o dzieci, z których każde ma jakiś ważny kawałek do zaopiekowania.
Ten powrót z krainy mlekiem i miodem płynącej, pełnej odpoczynku, zabawy, frytek kręconych i podmuchów wiatru na łopoczącym latawcu to jak wejście na pustynię. Nawet kasztanowiec za oknem narzeka na suszę brązowiejącymi liśćmi, a przecież dopiero początek sierpnia.
Idzie ta nasza karawana, powoli, krok za krokiem. Dzień w dzień rozbijanie obozowiska – karmienie, usypianie, szykowanie, organizowanie. Rodzinny chleb powszedni. Czasem przystajemy przy jakiejś oazie typu wizyta koleżanek, wypasiony plac zabaw, lody. A niekiedy to tylko złudzenie, fatamorgana, bo komuś coś jednak nie odpowiada i jest płacz i zgrzytanie zębów. To tylko codzienność do której przykładają się jeszcze trudy niecodzienne, które ciągną ciężarem w dół, marszcząc moje czoło w zmartwieniu, niepokoju o dobrostan najbliższych.
Wspomnieniem ruszam nad morze, szczególnie, że dziś dostałam fotkę z nadmorskim krajobrazem z miejsca w którym ostatnio wypoczywałam.
Fale. Raz na górze, raz na dole.
Takie liche cliché (kliszę) próbuje przez tę reminiscencję się do mnie dostać- czasem słońce, czasem deszcz. raz pustynia, a raz oaza, raj.
A jednak – gdy tonę, w ulewie łez czy zlewie pełnym naczyń, tak trudno zobaczyć, że “jeszcze będzie dobrze”. Łatwo utykam w rozpaczy, goryczy, szemraniu. Dlaczego tak, dlaczego mi, skąd przyjdzie ratunek. I takie myśli krążą mi po głowie, krążą i nie znajdują wylotu jak niechciana osa która wleciała przez okno do pokoju. Stado os.
Co mi pomaga w wychodzeniu z tunelu “wszystko jest do kitu, bez nadziei, to na pewno się nie wydarzy to na pewno się nie uda, nie zmieni”? Co wypuszcza moje osy na zewnątrz?
- empatia. poczucie, że ktoś mnie słyszy, rozumie, jest obok. Jestem słyszana. To jak palma dająca cień mojemu lękowi, wstydowi, poczuciu winy, bezradności.
- poczucie wspólnoty – wspólnoty “cierpiących” – i to nie konkurs kto ma gorzej, tylko bardziej przeświadczenie, że częścią świata, ludzkim doświadczeniem jest ból; to poczucie zyskuję też przez empatię, gdy ja towarzyszę komuś w opłakiwaniu rozczarowań, lęków, strat
- przypomnienie mi o tym: że to fale, że to doliny i szczyty, które są po prostu nieregularnym kalendarzem, aczkolwiek cyklicznym: pora deszczowa, pora sucha, pora deszczowa, pora sucha.
- i – co dla mnie ważne, co podnosi moją głowę, z chandry, ze smutku – przeświadczenie, że jest Opatrzność – czyli, że mam opiekę z Góry, że moja historia (nasza, bliskich) ma jakiś sens, dla mnie dziś, może niezrozumiały, ale jest, wiara, że z umierania rodzi się życie.
I to wszystko (w takiej kolejności dziś sprawdzone) stanowi niezły dla mnie koktajl chłodzący skwar pustyni.
Empatia dla mnie. Empatia dla kogoś. Odzyskanie Nadziei.
A jak Ty wychodzisz z dołka?
Zdjęcie: Fale i ja; archiwum prywatne. Fotograf: Mąż.
Ewuś nie jestem „morskim” człowiekiem bo oboje z Kamilem kochamy góry. W właśnie w tej chwili jedziemy nad morze… no właśnie jedziemy autem z nasza 3ka dzieci mały szczeniak i my i…. Już było tyle złości (dzieci się nudzą i kłócą) ze serce wali wkurzone i … czekam na ten kojący szum, o którym piszesz , na ten rytm i szum wiatru bo ten wiart szum i rytm nad morzem chyba najbardziej kocham. Nad morzem lubię zamykać oczy i być, w przeciwieństwie do gór gdzie szeroko otwieram oczy i chłonę widoki i piękno 😉 góry może za rok. Ale odpowiadajac… Czytaj więcej »